Ulubieńcy Listopada

By chuckylucky19 - wtorek, listopada 27, 2018

Witajcie Kochani!

Jak widzicie wróciłam z trochę dłuższej przerwy, niektórzy mówią, że miesiąc listopad jest tym najbardziej depresyjnym, bo nikomu nic się nie chce, pogoda jest taka, jaka jest. Wstajemy wcześnie przez szkołę i pracę i wtedy jest ciemno, wracamy z nich i sytuacja jest ta sama. Przyznam szczerze, że nie jestem osobą, co lubi przez dłuższy czas siedzieć w domu i nie wychodzić na miasto, a jednak przez ten miesiąc trudnością dla mnie było często wstanie z łóżka. Ale nie no kiedyś wreszcie trzeba powiedzieć "Hej leniu wstawaj i do pracy!". Nie mogę pozwolić, aby ta deprecha listopadowa odbijała się negatywnie na blogu. Bardzo lubię robić ulubieńców miesiąca, tylko coś ostatnio o nich zapomniałam, jest też tak, że jak chcę się za nich zabrać to nigdy nie pamiętam, co takiego świetnego było tego miesiąca. Dzisiaj jedno jest pewne, możecie się spodziewać wielu kosmetyków, a najwięcej to chyba cieni, jak raz weszłam do Natury to normalnie jakby coś we mnie wstąpiło, ale na dobre to chociaż wyszło. Dodatkowo znajdzie się tu też kilka pozycji filmowych, ponieważ w ruch poszedł Netflix. To tyle z tego wstępu i zapraszam Was do dalszej części posta.





1) My secret palette- Z tej firmy mam już jedną jak nie nawet dwie paletki, z których jestem bardzo zadowolona. Tym razem zdecydowałam się na cienie bardziej matowe, bo błyszczących już mam dosyć sporo, a jednak dostanie dobrego matu takie proste nie jest. Cienie te mają bardzo dobry pigment jak na tak niską cenę, dobrze się ze sobą blendują i tylko troszeczkę osypują, ale to jest niestety nieuniknione. Co do trwałości to także nie mam do niej żadnych zarzutów. 






2) Pędzelki z Biedronki- Kto by pomyślał, że pędzelki za tak śmieszną cenę tu trafią? No muszę przyznać, że coraz lepsze produkty tam można znaleźć. Za tymi maleństwami musiałam się trochę najeździć, ale teraz widzę, że serio było warto. Najbardziej przypadły mi do gustu pędzelek do pudru, oraz ten do rozświetlacza. Dzięki temu drugiemu zobaczyłam jak na prawdę powinien prezentować się ten kosmetyk na twarzy, bo zwykle nakładałam go mniejszym i bardziej zbitym, na który się trudno nabierał. Obydwa pędzelki są bardzo mięciutkie, co najważniejsze nie wypada z nich włosie. Są bardzo precyzyjnie wyprofilowane, przez co łatwo nakłada nam się produkty. 





3) Efektima peeling kokosowy- Jeszcze nigdy nie stosowałam peelingu stricte do ujędrniania całego ciała, raczej używałam tylko tych do twarzy. Ale no warto czasami zaryzykować, przyznam że najbardziej skusił mnie kokos i recenzje o tym produkcie. No zapach ma po prostu wręcz bajeczny, aż by się go chciało zjeść. Rzeczywiście widzę efekty, że mam lekko ujędrnioną skórę i bardziej zdrową. Peeling ten jest bardzo wydajny, bo mam jego nie pełnowymiarowy produkt i dalej została mi jego połowa, wystarczy nam go dosłownie mała ilość do zastosowania go. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna, ma lekkie drobinki, które bardzo dobrze się sprawdzają.








4) Dwufazowy eliksir Loreal-  Wiecie co? Zakupy w ciemno całkiem dobrze mnie wychodzą. Kiedy skończyła mnie się moja ukochana odżywka od Gliss Kur uznałam, że pora przetestować coś zupełnie innego. To wzięłam całkowicie w ciemno, nie czytałam żadnych opinii, nie widziałam żadnych reklam i trochę się bałam, że może być niewypał. Na szczęście bardzo się myliłam włosy wyglądają po nim zdrowo i rzeczywiście są grubsze, świetnie się rozczesują i nie plączą. Serdecznie polecam ją każdemu, nawet jak umyje włosy gorszym szamponem, po którym mam wręcz szopę na głowie, to ten eliksir mi bardzo pomaga i wręcz ratuje z tej kryzysowej sytuacji.





5) Płyn micelarny Eveline- Bardzo polubiłam się ostatnio z Eveline, ich produkty są coraz lepsze, no nadal mają problem jak dla mnie z cieniami, ale idą w dobrym kierunku. Niedawno zaczęłam robić nieco mocniejsze makijaże, dlatego dawne płyny nie wypadały już tak dobrze. Zachęcona przez koleżankę postanowiłam kupić to cudeńko. Bardzo dobrze radzi sobie z nawet najtrudniejszymi
 tuszami, eyelinerami i rzeczywiście po nim nie muszę już drugi raz poprawiać żelem. Nawet świetnie spisuje się z matowymi pomadkami, a uwierzcie z niektórymi to nie było tak łatwo kiedyś. Co najważniejsze to mnie nie uczula i nie pozostawia tłustej skóry.





6) Cień Sensique- Kolejna firma z Natury której produkty mogę brać na ślepo, a cienie to już w ogóle. Ale często niestety odcienie jakie chcę mieć są wyprzedane, czemu się właściwie nie dziwię. Tym razem zdecydowałam się na ten przepiękny różowy odcień, no od razu kojarzy mnie się z księżniczką, jest po prostu boski. Ma lekko mokrą formułą, jest on błyszczący i bardzo efektownie wygląda na oku. Pigmentacja to dosłownie niebo, niestety na tym zdjęciu tego nie widać. Nawet bez bazy utrzyma nam się dobre kilka godzin. No ja jestem w nim zauroczona.





7) Baza Cashmere- Dzięki niej moja cera ma jednakowy koloryt, u mnie często jest problem z zaczerwieniami a po niej ich nie widać. Ma świetną lekką formułę, nie zostawia nam tłustej powłoki której nie znoszę. Skóra jest po niej bardzo promienna i zdecydowanie wygładzona. W dodatku przemiła w dotyku, aż tak że za pierwszym razem jak jej użyłam to przez dobre kilka minut gładziłam się po twarzy. Fajnie łączy się z podkładami i nie gryzie się z nimi. 







8) Cienie Pierre Rene-  Je bym porównała do tych z sensique, bo mają podobną formułę, chociaż te są nawet bardziej mokre. Przepięknie się mienią i łączą z innymi cieniami, mimo że ich opakowanie jest wręcz malutkie, to są bardzo wydajne i szybko się nie zużywają. Z nimi to raczej trzeba uważać, bo wystarczy ich mała ilość dla uzyskania świetnego efektu. Do nich nawet nie potrzebuje bazy, bo i bez niej długo się trzymają, pigment jest po prostu zabójczy i nie zawiedziecie się na nim. 







9) Bransoletka- Tutaj to raczej zbytnio się rozpisywać nie będę, jest moim ulubieńcem ze względu na to, że dostałam ją od moich rodziców. Niby taki drobiazg, a jednak bardzo cieszy, to pokazuje jak potrzeba niewiele by kogoś uszczęśliwić. Bardzo lubię ją zakładać, bo pasuje do wielu stylizacji i idealnie je dopełnia. 



10) Matowa pomadka Eveline- Ostatnio bardzo pokochałam czerwień na ustach, dlatego często była u mnie widoczna ta pomadka. Jest ona wręcz genialna, uzyskamy nią efekt przepięknych matowych ust, dodatkowo w zestawie ma konturówkę, idealnie dobraną do pomadki. Ta seria Eveline ma jednak minusy, bo jak patrzyłam na internecie to niektóre zestawy mają źle dobrane pomadki z kredkami. Na szczęście przy tym tego akurat nie doświadczymy. Wysycha ona bardzo szybko i nie zostawia skorupy, nie skleja także naszych ust. Ma bardzo wygodny aplikator, bo uwierzcie, że nawet mi osobie, która męczyła się z malowaniem ust na czerwono i non stop poprawiała, tutaj nie mam z tym większych problemow. Przechodzi ona wszelkie testy szklanki czy jedzeniowe.




11) Bronzer Pierre Rene- Z nim to była taka historia, że widocznie potrzebowałam czasu aby go docenić i polubić. Ma ładny chłodny odcień, posiada w sobie drobinki, ale ich akurat nie widać na naszej twarzy. Dzięki niemu otrzymamy delikatny efekt, który łatwo możemy stopniować i pogłębiać. Nie tworzy nam smug i niepotrzebnych plam, bardzo dobrze sprawdza się przy ocieplaniu naszej skóry.






12) Kolczyki- Kolczyki koła ostatnio stały się bardzo popularne, nie ma sklepu gdzie nie kupisz ich i to w najprzeróżniejszych formach. Ja osobiście pokochałam te dwie pary, nosiłam je na zmianę. Dodają nam one bardzo elegancji i są wręcz uniwersalne. 






13) Balsam Yves Roche- Jeden z moich najukochańszych balsamów, kocham go za jego konsystencje. Jest bardzo lekka i przyjemna, mega szybko się wchłania w naszą skórę. Uzyskujemy efekt nawilżenia i delikatności. Pachnie po prostu jak marzenie, no zapach jest obłędny. Dodatkowo całkiem długo się utrzymuje.





14) "I feel preety"- Mało co ostatnio spodobało mnie się z fimów, nie wiem, ale trafiałam po prostu na jakieś dna, że szkoda je oglądać. Lecz ten jest absolutną perełką, taki bardziej na rozluźnienie, w sam raz na sobotni wieczór. Można się przy nim uśmiać. W skrócie powiem, że opowiada on o pewnej dziewczynie, która chce czuć się piękna i tak też się staje. Jak pewnie się domyślacie jakiś kruczek być musi i tak jest, bo ta dziewczyna dodatkowo widzi siebie, jako piękną kobietę, zupełnie odmienioną, gdzie nie przeszła przez żadną zmianę. Możecie sobie wyobrazić jak ludzie reagowali na kobietę, która przy przeciętnym wyglądzie, miała siebie ze miss świata.




15) "Slender Man"- Graliście kiedyś w te grę, gdzie trzeba zbierać karteczki, aby uciec przed złym człowiekiem cieniem? Ja tak i powiem, że granie w nią w ciemnościach sprawiało, że strach rósł z każdą minutą, a później po nocach śniła się ta mara. W tym roku wyszedł film właśnie o tym tytule gdzie główne skrzypce gra owy Slender Man. Film już nie tyle, co mnie przestraszył, co zaskakiwał. Trudno było mi przewidzieć co się może wydarzyć, widz jest stale zaskoczony wydarzeniami i z zaciekawieniem obserwuje losy bohaterów. Muszę przyznać, że to jeden z lepszych horrorów, które ostatnio widziałam.




16) The end of the fucking world- Nie mogłam nie dać tutaj tak genialnego serialu. Gra aktorska jest na bardzo wysokim poziomie, nie spodziewałam się takiego efektu. Fabuła jest bardzo zróżnicowana i całkiem oryginalna. Przez wszystkie odcinki możemy zauważyć ogromną zmianę wśród bohaterów. Nie ukrywam, że ten serial jest dosyć specyficzny i pełen czarnego humoru. Ale zdecydowanie warto go obejrzeć i samemu się przekonać. 




17) Piosenki

https://www.youtube.com/watch?v=9mp1KSXwF-8
https://www.youtube.com/watch?v=a40XLhSUREo
https://www.youtube.com/watch?v=YuPzpoC3QNc
https://www.youtube.com/watch?v=l-6f8p9QcnI
https://www.youtube.com/watch?v=fpap3RTKjS8


Mam nadzieję, że ten post bardzo Wam się spodobał, zachęcam do obserwowania bloga, aby być na bieżąco i komentowania: Jakich Wy mieliście ulubieńców? Czy coś najbardziej przykuło Waszą uwagę? Czy lubicie takich bardziej kosmetycznych ulubieńców?

Do zobaczenia Kochani! 

  • Udostępnij:

Podobne wpisy

5 KOMENTARZE

  1. Mi się niestety nie udało załapać na pędzelki z Biedronki. Szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
  2. kokos i cienie pierre rene!!! obłęd :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ta baza wygładzająca jest super, ale peeling z efektimy był dla mnie zbyt delikatny :)

    Zapraszam na mój blog o gotowaniu

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne pomadki, mam podobne!
    Pozdrawiam, jeśli odwiedzałaś mój blog, sporą część aktywności przenoszę na Terazmoda.pl.

    OdpowiedzUsuń