Jak odnaleźć w sobie dawną wiarę w siebie?

By chuckylucky19 - piątek, sierpnia 21, 2020

 Witajcie Kochani!

Zanim zrobiłam sobie przerwę, zastanawiało mnie, czy ktoś jeszcze będzie czytał stare wpisy, czy ten blog jeszcze ma sens. I wiecie co? Zamiast coraz mniej odwiedzin, z każdym dniem było ich coraz więcej, ale nawet to nie dało mi motywacji do dalszego pisania. Nigdy nie sądziłam, że będę w stanie nie pisać przez 2 tygodnie, a co dopiero przez kilka miesięcy. Tak, dokładnie minęło już 5 miesięcy od ostatniego wpisu. I to nie jest tak, że nie próbowałam. Ba, napisałam mnóstwo postów, ale żaden nie podobał mi się tak jak te dawniejsze. Brakowało w nich czegoś, czegoś, co szukałam te kilka miesięcy. Ten wpis ma wręcz iście poetycki tytuł, ale uznałam, że jest najbardziej adekwatny do meritum, jakie chce Wam przekazać, dlatego, jeżeli jesteście, chociażby trochę zainteresowani, to zapraszam do dalszego czytania.  

Ogółem myślałam nad tym, czy by nie dać dla urozmaicenia zdjęć z wakacji, lub czegoś podobnego, ale przypomniałam sobie, że no większość z nas to wzrokowcy i zapewne te osoby nie skupiłyby się, aż tak na moich słowach, dlatego zostanę przy darmowych bankach zdjęć z innymi fotografiami, które mniej rozpraszają. Bo jednak zależy mnie na Waszej stuprocentowej atencji. Nie ukrywam, moja nagła przerwa miała swoją styczność z otaczającą nas pandemią. Chyba jak każdy, przeżyłam to niezbyt dobrze. Właściwie mogę śmiało uznać, że jeżeli coś bym nie zrobiła i nie pomogła sobie, to zapewne mogłoby mieć już zalążki depresji. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że zwykłe niewychodzenie z domu, może mieć na mnie taki negatywny wpływ psychiczny. Chciałabym zwalić całą winę na Koronawirusa i że przez to przestałam całkowicie pisać, ale niestety nie mogę. Przez pewien czas miałam jakiś pewien kryzys tożsamości, pogubiłam się, nie widziałam, kim jestem, a kim chce być. Stawiałam Instagram nade mojego bloga, chociaż już kiedyś obiecałam sobie, że to będzie tylko dodatek, to tak nie było. Liczyły się dla mnie tylko zasięgi i pokazywanie udawanego świata, w sumie jak teraz na to patrzę, to mój Instagram nie ma nic wspólnego z blogiem. Miał być typowo modowy, a wyszedł tego jakiś dziwny lifestyle. 


A nie o to mi chodziło, dlatego mam zamiar z tym też zadziałać od nowa. Tamten niedługo zostanie usunięty, na tym nowym chcę się przed Wami bardziej otworzyć. Tylko na innych zasadach, jedynie co tam będzie to moda i kosmetyki, no może czasami podróże, ale żadnego jedzenia, jakiś durnych selfie. Oczywiście jak to ja, musiałam zboczyć z tematu.. Instagram to nie był mój jedyny problem, przeglądałam stare wpisy na blogu i próbowałam dostrzec zmianę, jak to się stało, że przestałam tak pisać. Wreszcie mi się udało, odpowiedź jest prosta, jak budowa cepa, zabrakło w nowych wpisach serca. Okej może i troszeczkę tam jego było, ale chyba zdecydowanie za mało. Pisałam jakby pod przymusem, że uparłam się na ten konkretny temat i napisze o nim. Tak samo w sumie, jak pisanie pod temat, który jest modny. Zaczęłam robić podobnie jak inni, czyli szukać popularniejszych nowinek i pisać z nimi posty w roli głównej, chociaż sama wiedziałam, że niezbyt się w tym odnajduje. Najważniejsze jest to, że za bardzo przejmowałam się opinią innych, przestałam wierzyć w swoje możliwości. Mam tu raczej na myśli takie wręcz niezdrowe pytania, wręcz dopytywania się, czy im się podoba, czy wszystko jest dobrze. A to jest najgorszy błąd, bo moją zasadą zawsze było, że prawdziwe dzieło potrafi obronić się samo, bez niczyjej pomocy. Poza tym, jeżeli sama mam wątpliwości i błagam ludzi o opinię, to czy warto tak robić? 


 Jednakże ten wpis nie będzie tylko o blogu, ma też drugie dno, nie straciłam jedynie wiarę w blogowanie, no niestety tak optymistycznego scenariusza to nie było. W życiu tak często bywa, że właściwie sami nie wiemy, jak to się stało, że nagle przestajemy wierzyć w siebie. Patrzymy w lustro i widzimy już inną osobę, zaczynamy widzieć tylko swoje wady, zapominają, że istnieje coś takiego jak zaleta. Nieustannie porównujemy się do innych, przy czym próbujemy im dorównać, co jest absolutnie złym krokiem.  Przeglądamy instagramy i profile innych ludzi, zachwycając się pięknymi przerobionymi zdjęciami, tym całym okrutnym fałszem. Przestajemy wierzyć w nasze możliwości, przez właśnie porównywanie z innymi zaczynamy w to wierzyć, że nigdy nie będziemy tak dobrzy, jak inni, nigdy choćbyśmy nie wiadomo, jak pracowali, nie osiągniemy celu. I jak się pewnie spodziewacie, tak było ze mną. Popadłam w kompleksy, ogromne wręcz kompleksy, nie chciałam publikować zdjęć, bo uważałam, że są niezbyt dobre. Uznałam, że mój jedyny problem to wygląd, dlatego chciałam schudnąć, wykorzystałam do tego pandemię i to, że nie można wychodzić. Katowałam się drakonicznymi dietami, ogółem jadłam bardzo mało kalorii i tak rzeczywiście w szybkim tempie osiągnęłam cel, ale osiągnęłam go tylko połowicznie. I to też starczyło mi tylko na chwile, zaczynało mnie wręcz odbijać, bo ciągle mi było mało. Ciągle patrzyłam na inne zdjęcia i dalej moja sylwetka była nieidealna.


 Jeżeli ktoś z Was oglądał serial "Insatiable", to wie już, na czym polegał mój problem. Ogólnie to, główna bohaterka nie akceptowała swojego ciała i nawet po wypadku, dzięki któremu dużo schudła i stała się piękniejsza, to dalej jej pewność siebie kulała. Wiecie dlaczego? Uwaga, bo teraz to będzie ważna lekcja, o której każdy z nas powinien pamiętać. Możesz zmienić swój wygląd, możesz zmienić fryzurę, możesz kupić nowe ubrania i pozornie być kimś innym, jednak to wszystko na nic, jeżeli wraz z tym w duchu dalej pozostanie ten ból, ta niepewność. Przyznajmy to szczerze, nikt nie jest i nigdy nie będzie idealny i musimy to wreszcie zaakceptować, zamiast skupiać się na tym, co warto zmienić, może najpierw warto znaleźć nasze mocne strony i to na nich się skoncentrować. Często największym problemem jest wracanie do przeszłości, ja zawsze powtarzam, że nie jest ważne, jakim człowiekiem byłeś kiedyś, jedynie liczy się, kim jesteś teraz. Dlatego jak odnaleźć w sobie dawną wiarę? Nie porównywajmy się do innych, zapomnijmy o tych, co są od nas lepsi, popatrzymy w lustro, ale w inny sposób niż dotychczas. Nie patrzymy na nasze wady, a zaobserwujemy zalety. 

 Nastawienie- to jest drugim ważnym kluczem. Przestańmy widzieć, że szklanka jest w połowie pusta, jest do połowy pełna i kropka. Jejku, zaczynam powoli gadać jak jakiś coach. Nigdy nie przepadam za takim gadaniem, ale może cos w tym jednak jest. Jednak od nastawienia zależy bardzo dużo. U mnie było podobnie, jednego dnia uznałam- dosyć z tym użalaniem się, z porównywaniem. Szłam dosłownie z głową podniesioną do góry, a nie obniżona do dołu.  Zaczęłam widzieć swoje mocne strony i nabrałam myśli, że jeżeli się komuś nie podobam to trudno, nie każdy musi mnie lubić, ale ja już kończę z przystosowaniem się do otoczenia. Kończę z przypodobaniem się innym ludziom. Teraz już dojrzałam i wiem kim jestem, znam swoją wartość. Powtarzam codziennie sobie, w czym jestem dobra i nie zapominam o tym. 

 Trzecim i ostatnim kluczem jest uśmiech, nawet nie wiecie, jak piękniejsze jest wstawanie rano z uśmiechem na ustach, a niżeli z posępną miną. Dodatkowo wspaniale by było, żebyśmy nie zostawiali go dla siebie, a zarażali nim innych ludzi, zobaczycie wtedy, że taki mały szczegół może wiele zmienić. 


Mam nadzieję, że ten wpis bardzo Wam się spodobał, że może niektórzy z Was wyciągną z tego jakąś lekcję, lub może uda mi się tym komuś pomóc. Zachęcam Was do obserwowania bloga i bycia na bieżąco oraz komentowania: Czy wy także mieliście podobne kryzysy wiary? Czy poradziliście sobie z tym? Czy Wy macie jakieś inne klucze na to? 


Do zobaczenia Kochani!!!




  • Udostępnij:

Podobne wpisy

8 KOMENTARZE

  1. Po przeczytaniu tego wpisu poranek wydaje mi się jakoś przyjemniejszy! :P
    Dużo pozytywnej energii dostałam od Ciebie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto polubić siebie, a nawet swoje niedoskonałości. :) Życzę dużo wiary w siebie i powodzenia w dalszym nowym blogowaniu. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest to proste, ale warto się zastanowić nad sobą

    OdpowiedzUsuń
  4. Stawiać cele do realizacji w krótkim czasie, po widocznych efektach ze to nam wychodzi wiara w siebie rośnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny tekst, a co do Instagrama, może po prostu zmień nazwę, a stare wpisy ukryj? Popełniłem kiedyś ten błąd i ciężko było wszystko odbudować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Warto przeczytać Twój wpis, daje do myślenia. Ja zaakceptowałam samą siebie i jest mi o wiele lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Utrata wiary w siebie oznacza, ze jesteś na najlepszej drodze do tego, by dowiedzieć się kim naprawdę jesteś = jaką widzi Cię Ten, który Cię stworzył. W tej jednej jedynej opinii jest prawda. I nic poza nią. Ta prawda uwalnia . I dzięki tej prawdzie o sobie nie dość, ze widzisz, kim jesteś, to zaczyna Cię interesować tylko Jego opinia na Twój temat – ta opinia kształtuje całą Twoją postawę – w taki sposób, że inni widzą to w Tobie i mówią : Jak ty to robisz? Też tak chcę!
    Zachęcam .

    OdpowiedzUsuń
  8. Utrata wiary w siebie jest zdecydowanie dużym problemem... szczególnie przy presji jakie wywiera aktualne społeczeństwo... zmagałam się z problemem od dawna, na całe szczęście znalazłam osobę która uwierzyła we mnie, a dzięki temu sama w siebie też uwierzyłam!

    OdpowiedzUsuń